Biblioteka

O książkach, w których głównym tematem jest sztuka kobiet, trudna droga jaką musiały przejść, by tworzyć i rozwijać talent

2026-09-23 Agnieszka Witczak

Tym razem polecamy książki, w których głównym tematem jest sztuka kobiet, trudna droga jaką musiały przejść, by tworzyć i rozwijać talent.

Książka niedawno zmarłego Piotra Oczki – nidrlandysty, kulturoznawcy, historyka sztuki i profesora nauk humanistycznych, „Suknia i sztalugi. Historie dawnych malarek” to zbiór esejów, którym towarzyszy pytanie Lindy Nochlin „dlaczego nie było wielkich artystek?”. Badacz prezentując problemy z jakimi borykały się artystki, rekonstruując ze szczątkowych informacji ich życiorysy i ścieżkę kariery, udowadnia, że droga jaką musiały pokonać była pełna przeszkód, z których największą była płeć. Kobiety, które chciały realizować się w tym obszarze przeważnie pochodziły z oświeconych i dobrze sytuowanych rodzin, często były córkami artystów i ich edukacja rozpoczynała się w rodzinnych pracowniach. Dla wielu z przywołanych kobiet, chociaż ogromnie utalentowanych, edukacja malarska i malowanie były tylko przygodą, która skończyła się wraz z założeniem rodziny. Jednak Piotr Oczko w okresie od XVI do XVIII wieku odnajduje również takie kobiety, które nie tylko nie zrezygnowały z kariery, ale pozostawiły po sobie wiele pięknych obrazów.

Warto tu wspomnieć dzieła Cathariny Van Hasen, Sofonisby Anguissoli, Artemisy Gentileschi, rysunki Gesiny ter Borch, ilustracje flory i fauny Marii Sibilli Merian, czy prace Polki – Agnieszki Piotrowczyk.

Męski świat sztuki nie dopuszczał kobiet, umniejszał ich talent, kobietom malarkom zarzucano, że ich obrazy na pewno są dziełem mężczyzn a jeśli taka narracja była mało wiarygodna, próbowano je dyskredytować zarzucając niemoralny tryb życia. Ofiarami takich ataków były artystki, które osiągnęły sukces i wypracowały wysoką pozycję, często pracowały na dworach możnych i o zgrozo były samotne. Bardzo ciekawym wątkiem są autoportrety kobiet-artystek, które wskazują na samoświadomość i wiarę we własny talent. Piotr Oczko analizuje te obrazy, na ich podstawie odtwarza podejście do sztuki i zakamuflowane przesłania.

Znajdziemy tu wiele ciekawych bohaterek, ale przyjrzyjmy się dwóm.

Artemisia Gentileschi to Włoszka, malarka barokowa, urodzona pod koniec XVI wieku. Kobieta była córką malarza i wiele czasu spędzała w jego pracowni. Jako nastolatka została zgwałcona przez współpracownika ojca, Agostina Tassimiego. Ten początkowo obiecywał, że weźmie ją za żonę, ale szybko okazało się, że jest już żonaty. Kiedy o wszystkim dowiedział się jej ojciec, skierował sprawę do sądu. Jednak by ustalić, czy dziewczyna w chwili gwałtu była dziewicą torturowano ją przy użyciu zgniataczy palców. Przesłuchania na szczęście przyniosły pożądany skutek i Tassimi został wygnany z Rzymu.

Po procesie Artemisia wyszła za mąż i wyjechała do Florencji, pracowała na dworze Medyceuszy. Dzięki ich mecenatowi i wsparciu odniosła spory sukces. Była też pierwszą kobietą w historii przyjętą Akademii Sztuki Rysunku we Florencji. Nauczyła się czytać i pisać i zyskała samodzielność i niezależność. Mogła sama nabywać farby, rozporządzać pieniędzmi, przyjmować zlecenia. Jej sława rozprzestrzeniła się poza granicami Włoch – wraz z ojcem wyjechała do Londynu, malując na angielskim dworze króla Karola I Stuarta. W jej twórczości znajdziemy dużo kobiecych bohaterek zaczerpniętych z Biblii lub historii: Judytę odcinająca głowę Holofernesowi, Herodiadę, Kleopatrę, Zuzannę i starców. Kobiety te przedstawione są jako jednostki silne, aktywne i zdeterminowane.

Drugą ciekawą bohaterką jest Maria Sibylla Merian, która w swojej twórczości połączyła pasję do malowania i nauki. Kobieta malowała martwe natury i owady a jej życie było bardzo barwne. Malarstwa uczyła się pod okiem ojczyma, jako nastolatka otrzymała jedwabniki i cierpliwie dokonywała obserwacji ich przemian. Pracy nad badaniem owadów nie przerwało ani małżeństwo, ani narodziny córki. W latach 70. XVIII wieku ukazały się publikacje zawierające jej miedzioryty kwiatów, ale też gąsienic, pająków i motyli. Przemiany motyli i chrząszczu opisała w wydanym w 1679 dziele „Cudowna przemiana gąsienicy i jej szczególne pożywienie kwiatowe”. W międzyczasie porzuciła męża, wstąpiła do komuny labadystów, którzy przywozili z Surinamu spreparowane egzotyczne owady, które badała. Po opuszczeniu komuny udała się do Amsterdamu a w 1699 roku wyjechała z młodszą córką do Surinamu, by prowadzić badania nad tropikalnymi roślinami i owadami, które uwieczniała na rysunkach.

Książka Piotra Oczki bogata jest nie tylko w wiele interesujących historii, ale także piękne reprodukcje obrazów, które są świadectwem talentu opisywanych bohaterek.

Sylwia Zientek od lat interesuje się sztuką, z tej pasji powstały biografie, książki o sztuce i powieści historyczne m.in. „Mela Muter. Wierna sobie”,  „Tylko one”, „Hotel Varsovie”, „Miraże” czy „Lunia i Modigliani”.

W książce „Polki na Montparnassie” pisarka podobnie jak Piotr Oczko zwraca uwagę na przeszkody, które stały na drodze kobiet, które chciały zajmować się sztuką. Bohaterki Zientek, żyjące na przełomie XIX i XX wieku, miały problem z dostępem do edukacji. Kursy malarskie i szkoły, w których mogły zgłębiać tajniki sztuki były rzadkością. Często musiały wyjeżdżać za granicę: do Monachium lub Paryża, w których mogły rozwijać swoje umiejętności.  Należy pamiętać, że obierana przez nie edukacja różniła się od sposobu kształcenia mężczyzn. Istniała pewna hierarchia tematów, dopuszczalne było, by malarki malowały martwe natury, ewentualnie portrety, czyli gatunki mniej cenionych niż wielopostaciowe sceny mitologiczne, historyczne i biblijne

Mimo przeszkód, wiele z nich, tworzyło piękne obrazy. Sylwia Zientek pokazuje, jak trudno było wkroczyć w męski świat sztuki. Często kariera malarska była równoznaczna z rezygnacją z życia rodzinnego.

Dlaczego wybierano Montparnasse? W czasach opisywanych przez autorkę była to dzielnica, w której można było wynająć tani nocleg, początkowo zamieszkiwana przez artystów-emigrantów, dla których artystyczny Montmartre był zbyt drogi. Tu w ciemnych mieszkaniach czynszowych powstawały piękne obrazy, toczyły się życiowe dramaty i odkrywała się walka o życie według własnych zasad.

Które polskie malarki zaryzykowały i postanowiły rozwijać swój talent w Paryżu? Poznajemy sylwetki m.in. Anny Bilińskiej-Bohdanowiczowej, Olgi Boznańskiej, Alicji Halickiej, Meli Muter, Anieli Pająkówny, Ireny Reno. Podglądamy ich zmagania ze światem, dramaty, trudności i sukcesy. Często poznajemy ich życie osobiste, niespełnione miłości, ale także jesteśmy świadkiem artystycznego rozwoju.

Jedną z ciekawszych postaci jest malarka Mela Muter, zakochana w Leopoldzie Staffie, korespondująca z niemieckim poetą Rainerem Marią Rilkem, portretująca Stanisława Reymonta, tęskniąca za miłością, zrozumieniem i tworząca piękne, ale też pełne smutku obrazy. Mela marzyła, by wyrwać się z mieszczańskiego świata, stać się profesjonalną malarką, co było trudne, bo pochodziła z patriarchalnej żydowskiej rodziny. Po malarce pozostały piękne portrety, pejzaże, martwe natury. Często była nazywana „malarką pokrzywdzonych”, sama także podkreślała, że „lubi zranionych życiem”.

Książka Sylwii Zientek to nie tylko historia wspaniałych artystek, to również opowieść o mieście, które tętni życiem i sztuką, w którym bezpieczną przystań znaleźli przedstawiciele literatury, malarstwa, sztuk użytkowych. Poznając losy naszych bohaterek, poznajemy jednocześnie miasto, które rozkwitało, stało się artystyczną mekką, ale oglądamy także jego zmierzch, schyłek wywołany światowym kryzysem gospodarczym i II wojną światową.

Te dwie książki łączy jedno, opowieść o niezwykłej determinacji kobiet, które musiały stawić czoła męskiemu światu, udowadniać swój talent i często walczyć z oszczerstwami na swój temat. I chociaż bohaterki tych opowieści różni duży odstęp czasu, to łączą je te same problemy, brak dostępu do edukacji, dyskredytowanie malarek, zarzucanie im braku talentu i niemoralnego życia. Łączy je także ogromna pasja i nieugiętość, dzięki której możemy oglądać ich prace w muzeach i galeriach.

nasi partnerzy